niedziela, 24 lutego 2008
iluzje i zludzenia
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, ze jako uciekinierzy z komunizmu wierzylismy, ze jest jakies miejsce na swiecie - tym kapitalistycznym, w ktorym nie ma komuny, na co mi Moja odpowiedziala, ze najwieksza iluzja kapitalizmu byla wiara w to, ze istnieje gdzies ten idealny komunizm... 
wtorek, 04 września 2007
przerywanie bez zakonczenia, czyli siki swietej Weroniki...
Dobrze jest zniknac bez wiesci i nie pokazywac sie nikomu, ma sie wtedy szanse zaczac cos nowego, a jesli sie nie uda mozna znowu zniknac. Przez dlugi czas myslalem, ze tak sie moze stanie i ze mna, ale teraz juz nie chce i nie daje rady tak dluzej, w koncu trzeba zacza zyc od poczatku do konca, bez przerywania w nejlepszym momencie, bo trzeba isc siku... 
sobota, 28 lipca 2007
bez kurewstwa nie ma jestestwa
wreszcie czas nadszedl, by znow cos napisac, nie mam checi na pamietnik nie  mam checi na zycie, mam czas aby rymowac, nie mam na ucieczke, mam ochote na nicosc, ale w glowie sieczke, lecz czasem sie zbuntuje i cenie to sobie, choc juz taki stary to wciaz mam to w glowie, wiem ze sie zbuntuje i z domu uciekne, pewnie zrobie to wtedy, gdy powiedzie sie swietnie i wszyscy pelni nadziei usmiechna sie do mnie slodkopierdzaco: "Teraz jestes juz z nami, juz Cie w swiat nie ciagnie"...  
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
cos bylo z ta data...

Wiedzialem, ze ta data cos oznacza, ale nie pamietalem juz, co...

Zajrzalem do skrzynki pocztowej w "gazecie" i znalazlem kartke swiateczna od Basi.

Na Gwiazdke...

Dziekuje Ci, Basiu za kartke i przepraszam, ze nie zajrzalem wczesniej do skrzynki, ale widocznie tak mialo byc i za to dzisiaaj mialem jak mila niespodzianke...

Odwiedz mnie czasem, bez Ciebie internet opustoszeje juz zupelnie, moze bede do Ciebie pisal maile, a moze spotkamy sie kiedys w Skype?

Slonce gorejace nad nami, ferie w szkole, lecz nie w przedszkolu, mam czas dla Dziewczynki Z Pluszakami, ktora czyta "Dzieci kapitana Granta".

Ja to czytalem chyba w wieku dwunastu lat, a Ona teraz - ma dziewiec...

I gra coraz lepiej i wie coraz wiecej...

A ja coraz mniej, na przyklad nie wiem tego kiedy zostalem poczety, wiec nie dostalbym numeru PESEL, chyba ze z przyblizona data poczecia (zamiast daty urodzin -vide "gazeta.pl"), ale jak moze byc numer "przyblizony"?

W sumie to nawet nie jestem pewien, kiedy dokladnie sie urodzilem, tzn dzien wiem i miesiac i rok, ale nie wiem godziny, a co dopiero mowic o minutach, albo o poczeciu...

Ale moze to i lepiej? 

wtorek, 20 marca 2007
dlaczego zawieje i zamiecie na Jozefa

Kiedy wyciagali Mojej z brzucha Mala, ktora za duza byla, zeby wylezc normalna droga, siedzialem w szpitalu patrzac przez okno, a za oknem wichura, sniezyca, zawieje i zamiecie, zima zaskoczyla drogowcow...
I od wczoraj patrzac przez okno widze to samo...
Nie dziwota: Mala wczoraj miala urodziny...

I tak jest co rok, przepraszam Cie swiecie za zawieje i zamiecie, sniezyce i wichury ale - uwierz mi - warto bylo.

Mala jest po prostu kazdej sniezycy warta, a wiosna przeciez i tak przyjdzie wkrotce piechota i zaskoczy zakochanych i nienawidzacych i wszystkich obojetnych...

czwartek, 15 marca 2007
cos do smiechu z NIemiec...

Tym razem cos do smiechu z Niemiec. Otoz odkryto tam, ze tworzacy ochrone bylego wiceprzewodniczacego Rady Zydow, Michela Friedmana policjanci z Frankfurtu nad Menem to nazisci, a jeden z nich fotografowal sie chetnie w mundurze SS...

Faszysci garna sie chetnie do sluzb mundurowych - wiadomo dlaczego...

wtorek, 13 marca 2007
zabrac rowerom pedaly!

Wlasnie przeczytalem, ze Ministerstwo Edukacji przygotowuje projekt ustawy przeciwko homoseksualistom w szkolach, bo "...przeciw innym zboczeniom sa juz paragrafy..." i zastanawiam sie, co jest wiekszym zboczeniem: kochac osobe tej samej plci czy tez utrzymywac z pieniedzy podatnikow zboczenie, jakim jest obecne Ministerstwo Edukacji i moze daloby sie je ustawowo zabronic? I do tego jeszcze rzad i parlament?

A co z rowerami? Czy im tez nie zabronic pedalow?

czwartek, 08 marca 2007
kiedy ekstaza zaczyna nudzic...
Uzupelniajac poprzedni wpis musze dodac to, co nieodzowne, mianowicie cale to zycie staje sie w pewnym momencie i tak juz tylko rozpaczliwa proba zachowania jakis resztek godnosci i czlowieczenstwa, bowiem skatowane starzeniem sie organizmu zaczynaja dyszec ostatkiem sil... A jak ktos ma astme to go dopiero dusi! Spray jest w ciaglym uzytku, a skora na rekach peka, bolesne tworzac bruzdy zakrwawionego miesa, wyzierajacego spod cienkiej jak papier szarej skory, rany nie zablizniaja sie juz tak latwo jak jeszcze niedawno i krwawia bezustannie, alkohol nie ma zanego smaku, nic nie ma smaku, nawet ekstaza staje sie  nudna, co za potwornosc...
wtorek, 06 marca 2007
i tak nic nie mozna zmienic

Postanowilem olac samodzielnosc i skoncentrowalem sie na rzeczach dla mnie naprawde waznych, Moja potwierdzila moje zdanie swoim zdaniem i z rzeczy niepewnych zrezygnowalem bez zalu, jako ze przeciez jaki tam ze mnie sprzedawca,akwizytor albo tez handlarz nieruchomosciami?

Zaczne robic od poczatku to, czego nie dokonczylem kiedys przez brak czasu, checi i smialosci.

Zobaczymy co z tego bedzie, w kazdym razie nie bede musial sie tlumaczyc przed moimi Dziecmi, dlaczego robie cos, czego nienawidze...

Zawsze to pociecha, a zycie ma sie w koncu tylko jedno i jak sie je przezyje, to sie umrze, a jak sie juz umarlo to i tak juz nic nie mozna zmienic, wiec nalezy pozbyc sie uleglosci i postawic wszystko na jedna karte...

Amen...

I tak tu juz nie ma nic... do stracenia...

wtorek, 13 lutego 2007
umowa juz lezy tutaj jeszcze nie podarta...

Rozmowa byla mila, choc kwalifikacyjna.

Szef z tego samego znaku zodiaku, wiec zaraz sie zrobilo przyjemnie: ezoterycznie, mieciutko, choc nie homogenicznie- rozowo, praca jest nielatwa, od pracodawcy nie ma zadnych gwarancji, ale branza za to jest gwarantowanie rozwojowa i rozklad zajec wolny, wiec moze czas zmienic gnicie na zycie?

Umowa przyszla dzis emailem, zadnego ryzyka poza wydatkiem (sporym) na szkolenie - tygodniowy kurs w ich akademii jest obowiazkowy - samolot, hotel, jedzenie, taksowki z i na lotnisko, kilka garniturow i krawatow, zyc nie umierac, a potem spokojnie i za jakies kilka latek luzik, kariera, kawa, lounge i juz...

"...Umowa juz lezy tutaj podarta, w ... umowa jest gowno warta..." zapewnial Kazik kiedys, ale ja sie... zastanawiam, bo w sumie mam ochote to robic...

 

niedziela, 11 lutego 2007
kwalifikant- absztyfikant

Jutro na rozmowe sie udaje tzw kwalifikacyjna i jak sie spodobam to jazda...

Garnitur przymierzylem - jeszcze pasuje, wlosy troche odrosly wiec na skina nie bede wygladal ani na bandyte, czosnku nie jadlem dzis (zbyt wiele) - wiec kwalifikacje sie zgadzaja, jeszcze sprawdze jutro rano, czy pamietam co o firmie znalazlem w internecie, a firma jest wielka - prawdziwy "global player", jakbym sie zalapal i wytrzymal to kto wie, moze juz z garnituru nie wyjde... Jedyne co mnie przeraza, to to za komorke bede musial zawsze przy sobie miec... WLACZONA!!! Co za koszmar...

Ale czego sie nie zrobi dla polepszenia...

Do zobaczenia...

Do uslyszenia...

piątek, 09 lutego 2007
zmiany na zawolanie

Miesiace mijaja bez zadnych emocji i nie zauwazam nawet, a znowu jestem starszy. Mam rodzine i mimo to jestem sam, samotnosc doskwiera mi czasem bardzo i pytam sie wtedy, czy to dlatego, ze wciaz wyjezdzam i nigdzie nie zostaje, a przyjaciele moi prowadza osiadly tryb zycia, czy to juz sie wtedy stalo, gdy wyjechalem z Polski?

Po latach siedzenia w domu z dzieciarnia  nie ma sie zadnych kontaktow ze swiatem, no bo internet reala nie zastapi, a jezeli tak sie stalo to najwyzsza pora udac sie do lekarza, mam skierowanie na psychoterapie, ale jeszcze nie znalazlem odpowiadajacej mi milej pani psycholog, bo do chlopa nie pojde - nie dogadam sie...

Postanowilem znalezc jakas prace, lecz po tylu latach  kazdy (ewentualny) pracodawca jest bardzo nieufny i z niedowiara pomieszana z lekkim wstretem wczytuje sie w moj zyciorys, no bo faktycznie zyciorys moj to by sie nadawal -"do prasy" ("a nie tylko kelnerzy i kelnerzy..." jak to jeden z humorystycznych elementow byl - zdaje sie - w "Czterdziestolatku"?)...

Do zwyklych prac sie nie nadaje - miedzy robotnikow, rzemieslnikow i innych takich, bo zawodu nie mam, a tylko studia (choc nieskonczone to jednak na przeszkodzie). Kazdy z takich potencjalnych pracodawcow podejrzliwie na mnie spoglada i nie zatrudniby mnie za zadne skarby swiata, nawet gdybym byl ostatnim czlowiekiem na Ziemi... Jego sprawa, co umiem wiem i czego sie nauczyc musialem tez, emigrantem bedac uczy sie czlowiek szybko i skutecznie, bez zahamowan wiedzac, ze od tego byc moze zalezy co jutro do geby wlozy...

Zglosilem sie wiec do pracy krawatowo- garniturowej i (o dziwo!) oddzwonili od razu, mam termin w poniedzialek i znowu nadzieje przez caly weekend -bede lezal bez wyrzutow zadnych ani na dupie, ani sumienia (od lezenia)...

A zeby coraz dluzsze, pewnie gdyby nie te zeby to bym sie tak nie spieszyl, ale czas nagli, do Polski na razie nie pojade, dentysta nietani, ale protezy jeszcze drozsze, strach padl blady na mnie, trzyma w zelaznym uscisku i nie puszcza, strach jest zawsze co prawda i da sie z nim zazwyczaj w uklady wejsc, tak ze zyc pozwoli, choc nie jest to latwe, ale gdy mu sie zawidzi uklad zerwac i delikwenta przydusic to nie puszcza, chocby trzeszczaly kosci i oczy z orbit wyszly...

Mam dosc siedzenia w domu i nic nierobienia, bo w koncu sprzatanie, gotowanie i wychowywanie dzieci to nie jest zadna praca, jak czytam w twarzach ludzi z otoczenia... Zidiocenia... Porazki... Brak wiary...

Ja uwazam inaczej, ale z drugiej strony praca bylaby dla mnie tez swego rodzaju rozrywka, dajac mi odskocznie od monotonii codziennosci, w ktorej zatopiony nie zauwazam nawet uplywu lat, a gdyby mnie ktos zapytal o wspomnienia z ostatnich lat, to musialbym sie dlugo zastanawiac, jesli nie chcialbym mowic o smierci Bliskich, pogrzebach i rozstaniach... Dziwnie mi jakos tak i sny mnie drecza zazwyczaj meczace jakies ni w piec ni w dziewiec - najwyzsza pora na zmiany... 

P.S. Czytam sobie "Dzieje Arabow" i rozmyslam, zyc nie umierac...    

środa, 15 listopada 2006
Yussuf Islam, czyli lato w listopadzie

Niz minal, slonce znowu wyszlo i swieci. Dzis rano wjechalem oslepiony sloncem w sciane mgly, aby juz zupelnie zwariowac. Za to teraz goraco sie zrobilo, sam nie wiem czy smiac sie czy plakac. Jako Ojciec martwie sie naturalnie zmianami w klimacie, tym bardziej ze nikt nie jest w stanie powiedziec, co bedzie dalej, a wszystko na co stac naukowcow i ich najnowsze metody badawcze to blizej niesprecyzowane przypuszczenia, ktore rownie dobrze sam moge wyrazic obchodzac sie bez ich pomocy. Zreszta co mi po tym skoro i tak nikt nawet palcem nie kiwnie, aby to zmienic i w dalszym ciagu bedziemy sto metrow do  sklepu jechali samochodem, a nasze gowna splukiwac bedziemy najczystsza woda pitna, bo w koncu przeciez nas stac,a co!!

Z tego dolka kupilem sobie dzis dwie stare plyty Cat´a Stevens`a i do tego nowa,  Yussuf Islam wydal bowiem nowa po trzydziestu latach i jest fajna, jak te stare z poczatku lat siedemdziesiatych... No i sobie slucham, ale dolek sie niestety nie zmniejsza, czego Wam nie zycze...

piątek, 03 listopada 2006
obrazila sie na pogode

Dziewczynka Z Pluszakami obrazila sie na pogode. A bylo to tak: Wczoraj byly Jej Urodziny (ostatnie jednocyfrowe!!!), a tu w nocy spadl snieg i zasypalo nas na bialo calkiem konkretnie, choc wiadomo ze ten snieg to tak naprawde pic na wode i wkrotce w wode wlasnie sie obroci, w kazdym razie gdy Dziewczynka Z Pluszakami wstala rano i wyjrzala za okno zdebiala, aby za chwile zwrocic sie z pretensja - nie, nie do Pana Boga, ani do meteorologow, nie - do mnie, ze ona ma urodziny jesienia,a nie zima i wogole co to ma znaczyc, ze za oknem snieg. Na szczescie zna juz historie o krolu perskim, ktory kazal morze smagac lancuchami, wiec sie tylko usmialismy serdecznie i na tym sie skonczylo. Szkoda tylko, ze jest troche za zimno, aby ujezdzic nowy rower, ale wiosna przeciez tez kiedys musi znowu przyjsc... ;)))  

dobre rady

Dzis jest taki dzien, ze tylko ukladam pasjansa, a Moja mowi, ze przynajmniej bym wzial do tego karty,a nie komputer, a ja mam to w dupie i nawet nie odpowiadam, tak jak bym nie odpowiedzial nikomu, ktoby mi na ten temat cos usilowal powiedziec, bo tak w gruncie rzeczy to mam to wszystko tak gleboko w dupie, ze nawet nie chce mi sie na ten temat czegokolwiek wyjasniac, w gruncie rzeczy jest ze mnie niezly kawal chuja, a co najgorsze ja sie tym nie przejmuja, bo juz zawsze taki bylem, nachlany, ordynarny, przekonany o wlasnej racji i wyzszosci, bez checi zrozumienia innych, a szczegolnie tych, ktorzy chca mi cos powiedziec... Czasem tego zaluje, ale zazwyczaj nie, bo na niczym sie w zyciu tak nie zawiodlem, jak na dobrych radach...    

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20